mehndi-designs-1745052_1920

Co zaskakuje mnie w krajach arabskich

Kraje arabskie nie są jednorodne – patrząc z perspektywy Europejczyka łatwo nam zaszufladkować całą Afrykę Północną i Zatokę Perską, czasami dorzucając też Turcję, Iran, Pakistan i Afganistan i opatrzyć całość plakietką z napisem „kraje arabskie”. Nie wdając się zbytnio w politykę, umówmy się, że kraje arabskie to te, które należą do Ligii Arabskiej. Kraj muzułmański nie oznacza automatycznie kraju arabskiego – w końcu największym skupiskiem muzułmanów jest Indonezja, a z Arabami ma ona niewiele wspólnego. Pamiętajmy też, że jedynie około 20% muzułmanów to Arabowie.

Kultura, zwyczaje i ludzie zamieszkujący obszary krajów arabskich różnią się znacząco pomiędzy miastami, nie mówiąc już o krajach, dlatego z założenia ten post będzie miał kilka część – każda dotycząca innego kraju. Są jednak elementy wspólne, które wszędzie zaskakują mnie jednakowo i na tym się dziś skupimy – w kontekście Afryki Północnej :)

Nie takie muzułmańskie, jak by się wydawało
Lecisz do Kairu,  Marrakeszu, Casablanca, czy Tunisu? Nie spodziewaj się, że wszystkie kobiety będą w abajach i niqabach, a na czas modlitwy ulice opustoszeją. Tak na prawdę muzułmanie są takimi samymi ludźmi jak wszyscy inni. Niektórzy są mniej, inni bardziej praktykujący, niektórzy modlą się 5 razy dziennie, inni tylko w piątki, a jeszcze inni sporadycznie podczas Ramadanu. Identycznie rzecz się ma z kobietami – poza nielicznymi krajami, w których nakrycie głowy jest obowiązkowe, można zobaczyć cały przekrój Arabek – od burek zasłaniających oczy, przez niqaby, abaje, tradycyjne zwiewne stroje, hidżaby noszone wraz z obcisłymi spodniami i bluzkami, aż po krótkie sukienki i rozpuszczone włosy.

Bezpieczeństwo
Temat dyskusyjny i mający wiele wymiarów, jednak z perspektywy mieszkańca wyglądający zupełnie inaczej. Wypad do centrum handlowego? Kontrola jak na lotnisku. Lokalny supermarket? Ochroniarz w każdych drzwiach sprawdzający wykrywaczem metali torebki i plecaki. Na ulicach mnóstwo policji, wyrywkowe kontrole dokumentów, zatrzymania samochodów. W przypadku wielu lotnisk brak jest możliwości wejścia do budynku, jeżeli nie jest się podróżnym, w większości przypadków wstępną kontrolę bezpieczeństwa bagażu przechodzi się już w drzwiach lotniska. Osobiście, czuję się bezpieczniej tu, gdzie mieszkam, niż w mojej ukochanej Warszawie.

Ruch drogowy
O matulu! Chaos, to chyba najlepsze słowo, którym można opisać jak to wygląda. Pierwsze chwile w Tunezji wiązały się z próbą zrozumienia tego, dlaczego pieszy poruszają się poboczem, zamiast chodnikiem, dlaczego chodnik służy za parking, na dwupasmowej drodze samochody poruszają się w trzech kolumnach i ten z prawej strony skręca w lewo, ale nie może bo ten z lewej zajechał mu drogę skręcając w prawo. Żeby rozwiązać konflikt kierowcy wysiadają i kłócą się na środku skrzyżowania. Jedziemy dalej. zaraz za skrzyżowaniem samochód jadący przed nami się zatrzymuje, kierowca wysiada – okazuje się, że to znajomy więc stoimy tak przez 15 min. W międzyczasie wyskakuję do drogerii na zakupy. Macie gęsią skórkę? W Egipcie przebiegałam na drugą stronę przez autostradę (!) – bo przechodzenie przez ulicę pomiędzy jadącymi samochodami jest już dla mnie czymś zupełnie naturalnym. Tak samo jak spacerowanie drogą, zamiast chodnikiem.

Życzliwi ludzie
Właściwie nie życzliwi. Przyjaźni w niewyobrażalny dla nas sposób. Godzinny lot krajowy w Maroku. Sadowię się wygodnie, słuchawki na uszach i obserwuję wsiadających ludzi – kurczę, oni wszyscy się znają! Śmiech, rozmowy, pomaganie z bagażami, wskazywanie palcami gdzie kto siedzi. W miarę gdy samolot się wypełnia mam wrażenie, że cały tył jest jak wesoły wiejski autobus i w duchu cieszę się, że w klasie biznes jest nas tylko kilka osób. Do czasu, gdy boarding jest zakończony i siedząca nieopodal dziewczyna przesiada się na siedzenie obok mnie i zaczyna mówić, że koniecznie muszę przyjść do niej do domu na marokańską herbatę i poznać jej rodzinę, jej rodzice będą szczęśliwi mogąc mnie gościć. Cały czas nie jestem pewna, czy przypadkiem mnie z kimś nie pomyliła, ale na koniec wymieniamy się numerami telefonu, a po kilku dniach dostaję wiadomość z zaproszeniem do jej domu.

Łatwość, z jaką nawiązuje się tutaj przyjaźnie
Przyjaźń zaczyna się tutaj znacznie wcześniej, niż dla nas. Nadal mam kłopot, żeby nazwać przyjacielem kogoś, kogo znam 2 tygodnie, w końcu my musimy najpierw zjeść z kimś beczkę soli, później możemy myśleć o przyjaźni. Trudno było mi się odnaleźć wśród całej tej życzliwości i sympatii z jaką się spotykałam, w tym, że po dwóch wspólnych wyjściach stałam się częścią tej społeczności. Nieustannie doszukiwałam się podtekstów i ukrytych motywów, albo zwyczajnie wychodziłam z założenia, że coś musi być nie tak z ludźmi, którzy bezinteresownie pomagają i z marszu przyjęli mnie do swojego kręgu, dla których stałam się nie tylko przyjaciółką, ale siostrą. Jesteśmy jedną wielką rodziną, niesamowitą mieszaniną kobiet o różnych doświadczeniach, pochodzących z różnych części świata, które obracają dzielące je różnice kulturowe, religijne i społeczne w coś, co łączy zamiast dzielić.

Powitania
Kobieta z mężczyzną standardowo uścisk dłoni, przytulenie się rzadziej – jedynie w kręgu rodziny lub bardzo liberalnych osób. Bardziej konserwatywnie, poprzez uśmiech i położenie dłoni na sercu, tak jak zrobił do kanadyjski premier, podczas spotkania z muzułmankami. Wśród mężczyzn podanie ręki, przytulenie, poklepanie po plecach – do koloru do wyboru i właściwie wszystko wypada. A kobiety? Obowiązkowo pocałunek w policzek. Próbowałam zapamiętać, że z Jordanką 3 całusy – najpierw prawy policzek, lewy, prawy. Z Egipcjanką dwa i koniecznie przytulenie się na koniec. Z Marokanką dwa w prawy policzek. Ale zaraz, inna Marokanka podanie dłoni i jeden całus, a jeszcze inna trzy, tak samo jak Jordanka. Poddaję się.

Pyszne jedzenie
I nie mówię tutaj jedynie o restauracjach – jak wszędzie, z tym różnie bywa. Ale te owoce i warzywa! Świeże, pachnące, pyszne, naturalne. Koniecznie z suku lub lokalnego warzywniaka. I kurczak, który nareszcie ma smak.

 

Ale żeby nie było tak kolorowo…

Bieda
Nie wiedziałam czym jest bieda, dopóki nie zamieszkałam w Afryce.

Wyraźne zróżnicowanie warstw społecznych
Ciągle jest dla mnie dziwne, że takie coś faktycznie istnieje. Wyraźny podział na „lepszych” i „gorszych” z bardzo ograniczonymi perspektywami na wybicie się. Bogatsi wysyłający dzieci do prywatnych szkół i na zajęcia dodatkowe. Biedniejsi których dzieci chodzą do nienajlepszych publicznych szkół, co rzutuje na ich przyszłe perspektywy, a równocześnie w tej kategorii również grupa tych, którym ledwie starcza na podstawowe wyżywienie, więc kilkunastoletnia córka sprząta u bogatszych, a syn pomaga na budowach. Biedni, którzy nie mogą pozwolić sobie na luksus edukacji, bo oznaczałoby to utratę dodatkowego dochodu z pracy dziecka.

 

A to chyba i tak nie wszystko :)

 

Wpis na specjalną prośbę i z dedykacją dla Sylwii :)