EA_920583_361333

Dlaczego zniknęłam

Nigdy nie spodziewałam się, że stanę się obca w swoim kraju. Nie spodziewałam się również, że moja ojczyzna stanie mi się nieprzyjazną.

Wiem, że kilkoro z Was zastanawiało się, dlaczego zniknęłam, niestety, odpowiedź jest prosta i można znaleźć ją codziennie w mediach społecznościowych. Ilość i natężenie nienawiści mnie przeraża i osłabia. Zrozumienie znajduję jedynie wśród tych, którzy mierzą się z tymi zjawiskami na codzień.

Kiedyś nie wyobrażałam sobie, że mogłabym wyjechać z kraju. W końcu to właśnie w Polsce jest moje miejsce, prawda? Tutaj mam przyjaciół, tutaj zdobyłam wykształcenie, mam świetną pracę, wygodne życie. Uwielbiam Polskę, krajobrazy, Warszawę, w której zbudowałam swoją codzienność. Jestem u siebie. Jeżeli wyjadę, zawsze będę gościem, zawsze z prawami i przywilejami znacznie mniejszymi niż obywatele danego kraju.

Tak myślałam, aż do momentu, gdy stałam się wrogiem w moim własnym kraju.

To temat na tyle trudny i emocjonalny, że wpatruję się w migający kursor przez kilka minut, zastanawiając się jak przekazać to, co czuję. Jak wiele mogę powiedzieć w bezpieczny sposób? Jak można opisać to, co czuje osoba, dla której świat jest pięknym i przyjaznym miejscem, a wszystko zmienia się w momencie, gdy zakładam chustę? Ilekroć o tym myślę poraża mnie smutna komiczność tej sytuacji. Przecież to nie hijab czyni ze mnie muzułmankę, jestem nią bez względu na to, jak się ubieram. W jaki sposób przekazać to, że boję się pojechać w miejsce, które kocham? Jak opowiedzieć o tym, że ilekroć mój mąż wspomina, że chciałby zobaczyć mój kraj ja wyszukuję kolejne wymówki, żebyśmy tylko nie jechali razem, bo zwyczajnie się o niego boję? Że ten strach narasta z każdym atakiem o którym słyszę i jest potęgowany komentarzami, które czytam? Jak mam opowiedzieć o tym, że mój mąż się nie boi, bo jest to dla niego czymś naturalnym, z czym musiał zmierzyć się tak wiele razy?

Zderzenie z eskalacją nienawiści w ostatnim czasie było dla mnie ciosem, na który nie byłam przygotowana. Fakt, iż jakiekolwiek próby dyskutowania lub tłumaczenia prowadziły do rynsztokowych wyzwisk, wśród których stwierdzenie, że „puściłam się z Arabem” jest najdelikatniejsze, również zrobił swoje. Ale wiecie co? Ten straszny Arab, który (zgodnie z polską definicją) powinien mnie bić, maltretować i przetrzymywać wbrew mojej woli, namówił mnie do dalszego pisania tego bloga. Zmotywował mnie do tego, abym się nie poddawała, bo w końcu ożenił się z silną kobietą, która nie boi się krytyki i nie pozwala innym wpływać na swoje życie. Tak, podniósł na mnie rękę – tylko po to, żeby podać mi dłoń i pomóc podnieść się z upadku.

 

P.S.
Kilka tematów, o które prosiliście właśnie „się pisze”. In sha Allah niedługo udostępnię nowy wpis :)